Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 93 - Zimne głębie, czarnej wody


Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl

Z ranną i nieprzytomną elfką ciągnioną na włókach drużyna rusza dalej ku celowi swojej podróży. Znalezione ślady dużego humanoida budzą niepokój. Awanturnicy mają się podwójnie na baczności. Wszyscy docierają do zbocza widzianej z daleka Łysej Góry, ale zaczyna się robić już późno i brak czasu na bliższe rozejrzenie się po okolicy. Przed rozbiciem obozu Kefffar przeprowadza zwiad, wydaje się, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Okazuje się to jednak nie do końca być prawdą.

Drużyna rozbija obozowisko na Łysej Górzy. Pogoda, co tu dużo mówić, pod psem.
MG zatroskany – Macie coś na rozgrzanie?
Montcort figlarnie – Ja mam w ekwipunku krótką, różową spódniczkę…

W środku nocy jakieś niepokojące dźwięki wywabiają z obozu Montcorta i ten moment wybiera jakiś dziwny pies na dobranie się do plecaka z prowiantem łucznika. Kefffar płoszy zwierzę, które dosłownie znika (!) na jego oczach i informuje powracającego towarzysza o niespodziewanych odwiedzinach. Wkrótce okazuje się, że stworzenie wróciło i przyprowadziło swoich towarzyszy. Niestety próby dokarmiania stworzeń ochłapami tylko bardziej je rozochoca i wkrótce drużyna staje oko w oko z głodną sforą teleportujących się psów, które przeskakują od jednego do drugiego członka drużyny.

Do naszego obozowiska zawitały bezpańskie (?) psy dingo najpewniej zwabione zapachem jedzenia. Montcortowi dingo zeżarł ostatnie racje żywnościowe, więc jak to na prawdziwego przyjaciela przystało, postanowił podchrzanić trochę racji z plecaka śpiącej Mabon. Montcort podchodzi i zaczyna jej grzebać w plecaku. Zauważa to Keffar:
- A co tu nasz jaśnie hrabia ODPIERDALA?!?!?!?

Nagle rozgorzała zupełnie poważna walka, a przeciwnik okazał się naprawdę twardy. Raniony przez psa Keffar oddaje z całą zaciekłością, ale i pozostali członkowie drużyny nie próżnują. Wkrótce jedno zwierze leży martwe, kolejne ranne teleportują się z obozu. Niestety okazuje się, że wraz z nimi zniknął plecak Bruny, nad czym wojowniczka szczególnie rozpacza i we wściekłości opuszcza obozowisko. Montcort pociesza dziewczynę, zachęcając jednocześnie do powrotu ku ognisku. Tej nocy nie dzieje się już nic niespodziewanego.

Po walce drużyna liże rany. Zaczynają się też pierwsze wyrzuty.
Mabon – No i co?! Było psy dokarmiać?!
Montcort – No co? Ciebie też zawsze dokarmialiśmy!

26 dzień starości

Poranna wspinaczka ku szczycie Łysej Góry nie daje żadnych nowych odkryć. Zasnute chmurami niebo, wisząca ciężka mgła i ledwie mrzący deszcz nie ułatwiają obserwacji Za to przebudzona w obozie elfka przedstawia się jako Nimlalve i dziękuje za uratowanie jej życia. Kieruje bohaterów do podnóża góry, nad jezioro, gdzie znaleźć się ma wejście do podziemnego kompleksu jaskiń, które prócz kapłanów Thileopeshi zamieszkiwać mają groźne ogry. Usłyszawszy o nocnym ataku na obóz, mówi że stworzeniami były migopsy i że zazwyczaj nie atakują ludzi.

Nimlalve proponuje zapłatę za opiekę Mabon, i w obliczu jej odmowy obiecuje kiedyś odwdzięczyć się za pomoc, po czym odchodzi. Drużyna zgodnie z radami elfki rusza nad jezioro szukać wejścia do kompleksu jaskiń. Nad jeziorem są ślady niedźwiedzia i kolejnego ogra, a także wyraźny ślad po miejscu gdzie w miękkim nabrzeżu zarył dziób przybijającej do niego łodzi. Wkrótce odnalezione zostaje również miejsce, w którym jezioro wpływa pod górę. Niestety nie ma szans przejść suchą stopą do wnętrza Łysej Góry.

Woda jest głęboka i zimna, ale Keffar jest Ostrojczykiem i nie zamierza przestraszyć się tej przeszkody. Szybko rozdziewa się i brodząc w jeziorze, którego woda okazuje się być cieplejsza niż temperatura powietrza, zagłębia się w ciemnościach pod górą. Wkrótce znajduje brzeg pełen ślimaków i na suchym lądzie zapala latarnię po czym ogranicza jej światło do możliwego minimum.

Spacer brzegiem czarnego jak smoła jeziora trwa kilkaset metrów kiedy do uszu myśliwego docierają niepokojące odgłosy. Wkrótce w świetle małego ogniska dostrzega wysokiego, tęgiego humanoida, ubijającego coś na skałach nad wodą. Postać wkrótce odchodzi, a Keffar dociera do niewielkiej, podziemnej przystani, gdzie w świetle ogniska odnajduje kołyszące się na delikatnej fali łodzie. Keffar bez zastanowienia wsiada do jednej z nich i wkrótce zmarznięty, ale szczęśliwy melduje się przy zaniepokojonej drużynie, obozującej u brzegu jeziora pod Łysą Górą.

Keffar, Ostrojczyk płynął wpław do jaskini pod wodospadem. Wraca łodzią, cały przemoczony, a tu okazuje się, że zaraz trzeba płynąć z powrotem. Bruna od razu pyta:
– Nie powinieneś się rozgrzać po tej kąpieli?
Keffar odpowiada dumnie:
- Ja już się rozgrzałem wiosłowaniem tutaj!
- To się jeszcze rozgrzejesz w druga stronę… – dorzuca przebiegle Montcort.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.