Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 88 - Odejdź nieproszony duchu!


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
2 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

15 dzień starości

W drodze poza mury miasta drużyna widzi jakiś ruch i słyszy wykrzykiwane rozkazy. Spory oddział rycerzy prowadzi swego rodzaju musztrę, przygotowując się zapewne do wymarszu. Montcort wyjaśnia, że są to Miecze Redara, dowodzone przez Enryna Porte – tego, który zrobił tęgie larum na niedawnym spotkaniu u Wanryka. Montcort stara się dać wykład ze znajomości szlacheckich powiązań, musi jednak przerwać, gdyż oto drużyna dochodzi do bram zamku, gdzie Montcorta porywa jego senior, Baron Wellson. Drużyna kontynuuje swą wyprawę po zioła, gdy tymczasem Montcort zagłębia się w świat polityki.

Gdy Montcort pojawia się w zamku pierwsze co słyszy to słowa Lorda Gilliana, który stoi na podwyższeniu i peoruje coś na temat górników i zamkniętych kopalń. Najwyraźniej pojawił się spory problem natury ekonomicznej, gdyż ze względu na niebezpieczne szlaki górnicy nie chcą przysyłać transportów srebra i żelaza. Tych jednak i tak nie dałoby się sprzedać, gdyż brak statków mogących je wywieźć z wyspy. Cała sytuacja grozi poważną zapaścią gospodarczą. Ignorując jednak te mało interesujące ekonomiczne rozważania Montcort przedstawia Wellsonowi plan drużyny co do sprawdzenia wiadomości pozyskanych przez uczonych Simeona i Oetheda. Obiecuje, że postara się załatwić tę sprawę jak najszybciej po czym planuje wyruszyć rozwiązać sprawę sporu elfów z ludźmi Enryna Porte. Wellson martwi się jednak, że gdy drużyna wyjedzie z miasta to nie będzie miał kto bronić ludzi na ulicach. W Sotham ma zostać jedynie załoga zamku, gdyż niedobór ludzi bardzo wiąże Wanrykowi ręce. Niektórzy szlachcice w ogóle nie chcą wyprowadzić swych ludzi z podległych sobie ziem. Montcort dowiaduje się także o co chodzi z musztrą w porcie – to wina Guiosy, który postanowił oddać się oczyszczeniu w świątyni KOP. Te rytuały trwają już cały ranek, co opóźnia wymarsz oddziałów Enryna (którym z rozkazu Wanryka Guiosa miał towarzyszyć). Enryn Porte jest z tego powodu wściekły, przez tą jeszcze jedną zniewagę, a swoją złość wyładowuje przez musztrę na żołnierzach.

Na koniec Montcort otrzymuje zgodę na wykonanie zaproponowanych zadań specjalnych. Młody Lord postanawia jednak, że znajdzie sposób na rozwiązanie problemu braku milicji dla obrony ludzi w mieście. Wychodząc z narady Montcort zostaje zatrzymany przez samego Wanryka, który prowadzi go do ogrodu wypytując o jego przeszłość i o rodzinę oraz dotychczasowe zajęcia. Prowadzi go ku zabudowaniom gospodarczym i ostatecznie na strych, gdzie swoje klatki ma spora kolekcja sokołów. Wanryk bez owijania w bawełnę proponuje Montcortowi zajęcie pozycji nadwornego sokolnika. To jednak nie jest w smak młodemu szlachcicowi, który właśnie przed tym uciekł z rodzinnych Argadów. Taktownie stara się odmówić, jednak widocznie swą odmową zaprzepaszcza możliwość nawiązania bardziej zażyłych stosunków ze swoim suwerenem. Przed pożegnaniem jednak Wanryk oznajmia, że pozycja jest jednak ciągle otwarta i że liczy na zmianę zdania w przyszłości. Montcort grzecznie żegna władcę Rocranon i wraca do gildii. Po drodze natyka się jednak na oddział Nogli-Cuira szturmujący pobliski magazyn. Zaintrygowany próbuje się wtrącić. Nogli-Cuir jednak powołuje się na swój urząd i twierdzi, że świetnie sobie poradzi sam, a Montcortowi radzi zająć się swoimi sprawami. Ta niezbyt grzecznie wrażona opinia wchodzi młodemu i krewkiemu szlachcicowi na ambicję. postanawia zostać i przypatrywać się akcji, nie szczędząc strażnikowi miejskiemu złośliwych komentarzy.

Pierwsza fala szturmy strażników załamuje się, gdy tylko po otwarciu drzwi szopy jeden z nich zostaje trafiony bełtem z kuszy. Rannego odciągają pozostali. Pada rozkaz wykurzenia bandytów ogniem. Jakieś szemrane postacie pojawiają się wśród tłumu gapiów i zbierają zakłady ilu strażników zginie w akcji. Zostają jednak złajani i odprawieni przez Montcorta.

Gdy ogień w stosach siana pod drzwiami rozpalił się na dobre z budynku wypadło od razu trzech zakapturzonych i uzbrojonych osobników. Dwóch z nich szybko unieszkodliwili strażnicy, trzeci uciekł. Tutaj swą szansę na włączenie się do akcji dostrzegł wreszcie Montcort i popędził za rzezimieszkiem. Niestety ten chyba lepiej znał dzielnicę i jej zaułki oraz wykazał się niezwykła zręcznością i zniknął za jednym z licznych murów kończących ślepe uliczki miasta. Montcort postanowił dać za wygraną i omijając miejsce akcji strażników inna drogą udał się do Gildii Alchemicznej.

W tym czasie drużynie udaje się zdobyć sporo ziół a także zbliżyć się o wioski Apor. Mabon prowadzi wszystkich do starej walącej się chatki, każe reszcie zaczekać i zagląda do środka. Na szczęście Wearda jest na miejscu i po krótkiej wymianie zdań (babcia nie ma chyba najlepszej pamięci) obie przygotowują ziołową herbatkę, w tym dwie specjalne porcje dla Simeona i Festego. Babcia wychodzi przywitać gości a Mabon częstuje naparem. Niczego niespodziewający się Feste i Simeon szybko wypijają aromatyczny napar – wszak po długiej wędrówce są spragnieni a i ufają, że Mabon ich nie otruje… Już po chwili Feste pada jak długi. O dziwo Simeonowi udaje się utrzymać na nogach – zapewne ze względu na swoją wypracowaną odporność jako alchemik – jednak jest oszołomiony, jak po mocnym trunku. Prowadząc go do chatki babcia mruczy coś o silnej głowie. Festego zanoszą Keffar i Nuadu.

W środku babcia tłumaczy Mabon cały rytuał, po czym przystępują do odczynienia uroku. Niezbędnymi ingrediencjami są liczne zioła, odrobina krwi, dziwna zdobiona starożytna włócznia oraz… kot w klatce. Na szczęście żywy – przynajmniej na razie… Obie kobiety zaczynają hipnotycznie wypowiadać śpiewnym głosem trzy powtarzające się słowa i rysować krwią symbole na czołach Festego i Simeona. Nuadu i Keffarowi wydaje się, że światło w chatce przygasa. Po chwili Feste i Simeon zaczynają rzucać się i krzyczeć jak w malignie, a kot zaczyna syczeć i jeżyć sierść na grzbiecie. W jednej chwili energia, coś jak wyładowanie elektryczne, przeskakuje od pacjentów i uderza w kota. Gdy tylko Simeon i Feste uspokajają się, a cała magia zostaje uwięziona w nieszczęsnym kocie, ten zaczyna rzucać się tak mocno, że rozbija klatkę i próbuje uciec. Staruszka krzyczy do Mabon aby ta złapała zwierzę. Mabon próbuje pochwycić kota, jednak ten zamienił się w jakąś maszkarę, która ostrymi pazurami atakuje jej twarz. Mabon w przerażeniu puszcza demona i cofa się. Demon zauważa drogę ucieczki – uchylone drzwi – i rzuca się w ich kierunku. Mabon w duchu prosi ducha opiekuńczego o pomoc, a ten wskazuje na kamienną włócznię – “weź ją i uderz”.

Mabon jednak nie trafia, a w kolejnej sekundzie kot jest już przy drzwiach. Nuadu i Keffar próbują zatrzasnąć drzwi lub trafić zwierzę tym co mają pod ręką, ale im także się nie udaje, zapewne przez odrętwienie spowodowane obecnością przy tak potężnym rytuale. Na zewnątrz chatki Mabon ostatni raz próbuje cisnąć włócznią w uciekającego kota, ale o cal pudłuje. Zwierzę-demon znika w gęstwinie leśnej. Bohaterowie są przerażeni następstwem tej porażki, jednak wiedźma uspokaja ich: waszym przyjaciołom nic nie grozi, a duch uwięzionym w tak małym ciele jak to kota nie zdoła długo przeżyć.

W chatce w tym czasie do siebie wracają Feste i Simeon – udało im się zrzucić klątwę ołtarza – zmiany charakteru. Gdyby ktoś w tej chwili patrzył na twarz Festego najpierw zobaczyłby wyraz ulgi, przechodzący w łobuzerski uśmiech, który natychmiast zmienił się w wyraz paniki, gdy młody łotrzyk zdał sobie sprawę, że będąc pod wpływem klątwy wysłał pewien list do pewnego bardzo wpływowego człowieka z Paezurii. Czy uda się jeszcze ten uczynek odwrócić?

Montcort nie znajdując nikogo w Gildii Alchemików (widać wyprawa na zioła się przeciągnęła). nakłania pełniącego dyżur na warcie Windhera do podjęcia się funkcji dowódcy lokalnych oddziałów samoobrony. Ten początkowo jest niechętny podejmowaniu się obowiązków wojownika i dowódcy, ale daje się przekonać argumentowi o ochronie siebie, swego domu i narzeczonej. Mając już kandydata na dowódcę Montcort udaje się do karczmy, w której często bywają członkowie jego oddziału obrony portu. Tam stara się ich przekonać do dalszego doskonalenia swych umiejętności podczas regularnych, obiecując, że będą mieli dowódcę z prawdziwego zdarzenia – Windhera, który wiele czasu spędził z drużyną i osiągną do pewnego stopnia sławę w lokalnym społeczeństwie.

Po południu wraca drużyna i ku wielkiej uldze pozostałych w Gildii osób (szczególnie uczniów Simeona) okazuje się, że alchemik jest znów tym samym starym i dobrotliwym wujkiem Simeonem, a Feste znów potrafi dokazywać swoimi celnymi żartami. Montcort jednak psuje nieco wesoły nastrój wspominając o kłopotach z Kalmarem i o potencjalnych długach. Keffar i Montcort zabierają dokumenty i zamierzają wybrać się do portu, aby rozpytać o co chodzi. Zdolności perswazyjne Keffara mają być dodatkowym atutem. Po chwili namysłu Nuadu postanawia zobaczyć Keffara w akcji.

Drużyna zbiera się do portu wyjaśnić sprawę kar jakie mają ponoć zapłacić za swój okręt.
Nuadu – Czy oni idą robić jakąś rozpierduchę? Mam iść z nimi?
MG – Nie wiesz czy masz za nimi, ale Montcort ubrał zbroję…
Nuadu – Już lecę! Czekajcie!

Za nimi, także z ciekawości człapie Mabon (z pajdą chleba grubo posmarowana omastą) i Halden, jako przedstawiciel Simeona. W Gildii dokerów panuje cisza i spokój. przy głównym biurku siedzi urzędnik, a przy innym znajomy skryba, który niedwuznacznym spojrzeniem wita Mabon. Rozmowę z głównym urzędnikiem zaczyna Montcort, bardzo nonszalancko i dyplomatycznie, co jednak stawia drużynę na straconej pozycji, bo oto daje szanse gryzipiórkowi poczuć wysokość swego urzędu i odnosić się do petentów z wyższością. Keffar jednak szybko wykorzystuje swoje zdolności dyplomatyczne, krótko wspominając tytuł Lorda Montcorta. Od teraz rozmowa toczy się już całkiem inaczej. Okazuje się, że żadnych poważnych długów nie ma, jedynie brak rejestracji pod jaką flaga pływa okręt i brak opłaty portowej za ostatnie parę tygodni. Ta jest niewielka i drużyna szybko ja reguluje.

Po wyjściu z kapitanatu drużyna postanawia, za radą Mabon, pójść zakupić dary dla elfów, których mają odwiedzić z misją dyplomatyczną. Darami mają być metalowe narzędzia, zdobna broń i rzadkie przyprawy lub nasiona roślin.

16 dzień starości

Ostatni dzień przed wypłynięciem upływa na przygotowaniach i odpoczynku. Wieczorem drużyna jest świadkiem kłótni Haldena z Simeonem. Młody szlachcic chce wypłynąć na wyprawę, ale Simeon się stanowczo nie zgadza – przypominając co stało się ostatnim razem z Talem i Korinem. Mabon próbuje stanąć w obronie Haldena, ale Simoen jest nieprzejednany, dodatkowo ma poparcie Montcorta. Dziewczyna nie ma jednak zamiaru dawać za wygraną, mimo, że Montcort deklaruje przeszukanie całego statku w razie próby ukrycia się na nim młodzieńca.

17 dzień starości

Jak zadeklarował tak też zrobił. Montcort przetrząsnął cały statek od stępki do bocianiego gniazda. Jednak Halden i Mabon wpadli na pomysł, aby przebrać ucznia Simeona za marynarza. Sam Halden dla efektu postanowił zgolić brodę i chyba dzięki temu udało mu się uniknąć czujnego spojrzenia Montcorta. Podróż na drugi brzeg zatoki nie trwała długo. Mając nadzieję, że nikt nie będzie fatygował statku powrotem do Sotham, Halden postanawia się ujawnić i dołączyć do drużyny. Zostaje jednak mocno złajany przez Montcorta, a próbując zaimponować swoimi umiejętnościami strzeleckimi wywołuje tylko grymas kpiny na twarzy doświadczonego łucznika. Montcort postanawia dać młodemu szkołę życia, czego Halden jeszcze nie przeczuwa….

Mabon jest oburzona sposobem w jaki Montcort traktuje Haldena.
Mabon – wiecie co… lubiłam Montcorta jak nie był lordem
Montcort nie zważając na nic, kontynuuje połajanki Haldena – Więc chcesz zostać uczniem czarodzieja? A tak. Idę się odlać do krzaków!
Mabon – Ja to lubię, że Montcort jest taki szlachecki.

Epilog

16 dzień starości, pracownia alchemiczna, godziny wieczorne

Simeon zasiadł w krześle przy solidnym stole, na którym położył solidny kubek ziołowego naparu, który przed chwilą zniosła Mabon. “Kochana ta dziewczyna” – pomyślał Simeon – “Taka uczynna…”. Pociągnął długi łyk rozgrzewającego napoju. We znaki dawały mu się jeszcze bóle głowy po wizycie u tej dziwnej staruszki. “Jutro wypływają, a ja zostaję… ech… Tak właściwe to co mnie podkusiło żeby tu zostać? Pamiętam ten lazaret, no i niby gildia alchemiczna, ale ostatnio dużo już nad nią pracowałem, nie powinno być problemów… Może bym jednak się zebrał rano i popłynął z nimi? Jak zwykle. Przygody…” – Simeon uśmiechał się przez chwilę. Po chwili jednak zasępił się, gdy tylko przypomniał sobie biednego Korina… potem Sahibeena, Haeriego, Koukhasha“Tak, to mi przypomina o czymś” – ziewnął przeciągle, gdy nagle dopadła go senność – “Muszę jutro przypilnować tego nicponia Haldena. Kto by pomyślał, szlachcic, a taki krnąbrny…” -ziewnął ponownie. “Ach, czas do pracy, muszę skończyć… to… ehm… co ja właściwe ro… " – chrrrrrrrrr. W pracowni rozległo się głośnie chrapanie, gdy alchemik bezwiednie oparł głowę o blat stołu. Obok w retorcie bulgotał wolno podgrzewany napój, a obok stał do połowy pusty kubek z nalewką ziołową…

17 dzień starości, godziny południowe

-_ By to śnieg spalił!_ – Simeon zerwał się jak poparzony (właściwie mało brakowało, gdyż dekokt, który warzył w nocy wygotował się permanentnie, a próbówka po prostu eksplodowała). Złapał za kubek i przyglądał mu się podejrzliwie przez parę uderzeń serca – “no cóż, wygląda na poczwórną dawkę wszystkiego co można by podać osobie chorej na bezsenność” – pomyślał. Jeszcze niedawno, podczas zbierania ziół o tym z Mabon rozmawiali. “Coś mi mówi, że nie mam co wypytywać o tego nicponia, Haldena… " – Simeon oparł się cięzko o stół –_ “Do króćset!”_ – zaklął w duchu, po czym cicho wyszeptał – Powodzenia, szaleńcy, wróćcie w jednym kawałku… – rozprostował ręce, przeciągnął obolały kręgosłup –_ “Czyli jednak mam przymusowe wakacje, nie można ich marnować po próżnicy, czas zabrać się do roboty – Gildia czeka”_ – zakasał rękawy i zabrał się za porządkowanie pracowni.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.