Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 87 - Lord Montcort


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
2 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

13 dzień starości

Wielki dzień dla Montcorta – to dzisiaj ma zostać nadany tytuł lorda dworu. Młody szlachcic wydaje się jednak jak podchodzić do sprawy całkiem bezstresowo – jak to ma w zwyczaju nawet rzuca dowcipnymi uwagami podczas przygotowania i potem spaceru do zamku. Czy jest to jedynie maska, która ma ukryć zdenerwowanie? Wszyscy oczywiście przygotowali się odświętnie – nawet Keffar i Nuadu wcisnęli się w nieco lepsze szaty, niekoniecznie straszące grubą ochronną skórą i niewyprawionym futrem tak popularnym wśród bywalców dzikich ostępów. Simeon przybrał szatę uczonego a Feste swój nowy, elegancki i klasyczny strój mieszczański. Tylko Mabon nigdzie nie widać – zniknęła gdzieś rano, rzucając tylko uwagę że na pewno zjawi się na czas w zamku.

Przed bramą zamku drużynę oczywiście zatrzymuje straż. Tym razem jednak sprawa jest poważna, bo żołdacy domagają się złożenia wszelkiej broni w stróżówce. To oczywiście nie podoba się Nuadu, ale przede wszystkim Keffarowi, który miał nadzieję chyba pochwalić się swoim nowym magicznym toporem. Dodatkowo, wyraża on swoje obiekcje co do jakości depozytu i obawia się ewentualnego aktu kradzieży. W końcu jednak daje za wygraną, a strażnicy pozwalają bohaterom zachować podstawową małą broń, typu sztylet.

Strażnicy tłumaczą, że można mieć przy sobie tylko krótką broń…
MG – Nie nie, tylko taka krótka broń!
Keffar – A przecież to jest krótki topór!

Zamczysko okazuje się być niezmiernie przestronne. Wielkie komnaty i długie korytarze udekorowane nieco wypłowiałymi, ale okazałymi gobelinami. Wystrój jest raczej surowy i typowy dla wojowniczych nacji, co przypada do gustu naszym wojownikom. W głównej sali audiencyjnej natomiast odbywa się już wspaniała uczta. Nie ma wiele muzyki, ale tą i tak zagłuszyłyby szumy rozmów ogromnej rzeszy ludzi zgromadzonej w sali. Uwagę bohaterów przyciąga też okazałe siedzisko znajdujące się na podwyższeniu. Tron władcy Rocranon, mimo swoich rozmiarów jest wykonane ze smakiem i brak mu udziwnień i wyolbrzymień, tak popularnych na nowocześniejszych dworach. Wykonany z surowego, ciemnego drewna posiada subtelne zdobienia w kształcie motywów roślinnych. Szczególnie do gustu przypada Keffarowi, który stwierdza, że podobnego siedziska nie powstydziłby się żaden szanujący się władca Ostrojów.

Zagubioną wśród tłumu i ściśniętą we własnym towarzystwie grupę zauważa wreszcie Eamwund Conda, który podchodzi dziarsko, wita przybyłych (szczególnie Montcorta) i wznosi toast za nadanie tytułu młodemu łucznikowi. Nawiązuje się kurtuazyjna rozmowa, ze względu na obecność Eamwunda dołączają inni szlachetnie urodzeni. W tym towarzystwie i w tej roli niezbyt dobrze znajduje się Keffar, którego próby dyplomacji mogą doprowadzić do incydentu politycznego… Sytuacje jednak rozładowuje pojawienie się jednego z oficjeli – Lorda Gilliana, starszego nad monetą – który zaprasza gości do stołu. Wojowników nie trzeba dwa razy zapraszać, choć chyba przemyka im przez myśl: “_Mabon chyba nie wie co traci_”. W tej jednak chwili Keffar wpada na zastygłego w miejscu Montcorta, który ze szczęką na podłodze patrzy gdzieś w dal. Śledząc jego wzrok przyjaciele napotykają zapierający dech w piersi widok.

Oto na salę wchodzi młoda kobieta, olśniewającej urody. Ubrana w czerwoną, wytworną suknię bezbłędnie podkreślającą kobiece kształty, z upiętymi mistrzowski lśniącymi włosami i gustownie dobraną biżuterią. Do tego wielka gracja w poruszaniu się i delikatny wachlarz podkreślający zmysłową tajemniczość. Kilka uderzeń serca zabiera Keffarowi i Nuadu zorientowanie się z kim mają do czynienia – tak, to Mabon. Kolejne szczęki lądują na podłodze. Kiedy Mabon zauważa grupkę, ze szczerym, rozbrajającym uśmiechem podchodzi szybko, ale zgrabnie. “_Cześć chłopaki!”, “_Mfhpasfjsad…” – odpowiedział Keffar, a Montcort w pośpiechu aplikuje sobie dla uspokojenia pełny kufel mocnego miodu. Kręcąc głową z dezaprobatą Simeon podaje Mabon kurtuazyjnie rękę i prowadzi ją do stołu, tak jak nakazuje etykieta. Reszta grupy, totalnie zatkana, sztywno podąża za nimi…

Zachowanie Mabon przy stole jest też znacznie odmienne, od tego do którego przyzwyczajeni są towarzysze. Mabon czeka cierpliwie aż służba poda jej jedzenie na talerz, dziękując grzecznie i szczypiąc drobne porcje widelcem i nożem. Spod czaru przemiany Mabon najszybciej wyłamuje się Nuadu, który widząc brak apetytu przyjaciólki, postanawia jej pomóc podsuwając co lepsze kąski. Na pierwszy rzut idą pieczone kuropatwy.

Nuadu nadskakuje Mabon, podsuwając jej smakołyki, choć ta wyraźnie się wzbrania przed ich przyjęciem.
Mabon: Dziękuje Nuadu, ale tylko taki mały kawałeczek…
Nuadu: To chociaż do torebki, do torebki na potem?

W trakcie posiłku do stołu podchodzi Oethed, aby poprosić na bok Simeona. Zauważa jednak ciemną skórę Festego i wyraża swoje głębokie zainteresowanie, czym okazuje się jednak nieuważnie obrazić odmienionego kuglarza. Tyradę na temat niesprawiedliwości i segregacji rasowej, pod ciężarem której biedny stary uczony wydaje się niemalże uginać przerywa ponowne pojawienie się Eamwunda, który prosi Montcorta na prywatna rozmowę. Eamwund skonsternowany zauważa aktualny stan młodego podopiecznego – który zdążył już dla odwagi wychylić kilka głębszych (ciągle nie może zebrać się aby odezwać się do Mabon). Ten moment wykorzystują Oethed i Simeon aby uciec do swoich obowiązków.

Po posiłku wszyscy rozchodzą się, w szczególności Mabon zostaje wciągnięta w towarzystwo dam dworu, wśród których jej pojawienie wywołano istną sensację. Wszystkie chcą wiedzieć kim jest i czym się zajmuje. Mabon zdobywa tez nieco plotek na temat paezurskiej wizyty dyplomatycznej – w szczególności samej delegatki, która pozuje w wyszukanej zbroi, co oczywiście, według wielu, nie przystoi damie.

Rozmowy przerywa zapowiedź herolda i oto już pojawia się sam Wanryk. Dostojnie wita gości i zasiada na tronie. Jego minister, Lord Gillian zaczyna wstęp do oficjalnej części, po czym ogłasza, że Wanryk zdecydował się podjąć wyzwanie własnymi siłami i odrzuca wszelką wymuszoną pomoc – zarówno paezurską jak i argadyjską. Wśród głosów aprobaty większości tutejszej szlachty przebijają się głosy niezadowolenia poselstw. Ostentacyjne z sali wychodzi Lord Enryn Porte, będący sojusznikiem Argadów, paezurska dyplomatka zaś zachowuje się powściągliwie, próbując ułaskawić Wanryka zapewnieniami o dobrych zamiarach swego suzerena.

Po tym zajściu dyplomatycznym ogłoszone zostaje, że oto tego wieczoru nadany zostanie tytuł lorda dworu dla młodego szlachcica zwanego Montcortem, który wsławił się przykładną postawą podczas obrony miasta i dzielnie prowadził swoich ludzi, czym dał wyraz swemu bohaterstwu jak i przykładnym cnotom rycerskim. Montcort, o dziwo już całkiem trzeźwy, występuje w asyście Barona Wellsona i przyjmuje od Wanryka nadanie ślubując swą służbę i wierność. Sam Wellson gromkim głosem oznajmia, że “_Lord Montort takoż popiera samodzielną walkę w obronie wyspy_”, a także pozwala Montcortowi powiedzieć kilka słów. Ten wygłasza może niezbyt zgrabną, ale za to bardzo motywującą przemowę, czym zdobywa sobie przychylność tłumów i brawa.

Po występie Montcorta przychodzi czas na Oetheda i Simeona. Simeon przedstawia całe sprawozdanie z prowadzonych prac, czym doprowadza część zebranych do ziewania. W krótkich słowach: wyprawa do lochów pod wieżą na wyspie wichrowych wzgórz przyniosła potwierdzenie informacji zdobytych wcześniej, a konkretne nazwy pozwoliły ustalić gdzie należy szukać kultu ducha Thileopessi, który miał drzewiej być kluczem do rozwiązania problemów z atakami ryboludzi. Simeon konkluduje, że trzeba zbadać każdą możliwość dającą przewagę w nadchodzącym starciu.

Dalej wychodzą kolejni dostojnicy i zabierają głos. Ktoś zwraca uwagę na zagrożenie ze strony sojuszu Argadów z Ostrojami (tu dziwnie Keffar chowa się gdzieś po kątach). Nagle do sali wpada lord Enryn prowadząc zmaltretowanego i wycieńczonego żołnierza. Ten zdaje relację z ataków elfów na ziemie swego pana. Enryn oskarżaJaquesa Guiose o niepotrzebne wywołanie swą pochopną krucjatą napięcia między elfami a ludźmi. Enryn grozi wycofaniem swych wojsk z wojny i powrotem na swe ziemie w celu obrony. Guiosa bije się w pierś i poprzysięga, że pozbędzie się zagrożenia ze swymi oddziałami, ale Wanryk go powstrzymuje, gdyż rycerz bardziej potrzebny jest władcy tu w mieście. Dyskusje i kłótnie narastają a w sali zaczyna panować straszny rwetes.

Drużyna odchodzi na bok i zastanawia się co począć dalej. Simeon i Keffar przekonują Montcorta do wyruszenia na poszukiwania awatara Thileopessi wśród elfów z lasu Quonyth. Ten obiecuje poprosić o ten przydział przy najbliższej naradzie.

14 dzień starości

Kolejny dzień upływa na drobnych sprawunkach i odpoczynku. Mabon proponuje aby na następny dzień zaplanować wypad “_po zioła_”, na który usilnie stara się namówić Festego i Simeona, wspominając coś o pewnej staruszce, która chciałaby Festego zobaczyć. Rozdrażniony poprzednimi docinkami ze strony Oetheda dotyczącymi swojego pochodzenia, Feste broni się usilnie, ale suma sumarum zostaje przekonany przez Simeona, który zgadza się udać do wioski, ze względu na możliwość zebrania ziół do swoich zapasów.

15 dzień starości

Tego dnia drużyna wyrusza na zioła… i do babci-wiedźmy. Mabon ma tajny plan. Zanim jednak towarzysze opuszczą gildię, zostają odwiedzeni przez posłańca, którzy przynosi pięknie zapieczętowany list do Mabon. W środku prośba o wizytę w porcie u Aguesa Lansy Raudy w sprawie wieści o bracie. Do dzielnicy świątynnej (gdzie jak pamiętamy kotwiczy paezurska galera) udaje się dostać dzięki znajomościom Simeona, który często ostatnio bywał w świątynnej bibliotece i który już jest znany tutejszym strażnikom. Za statek natomiast Mabon dostaje się bez problemu pokazując list. Okazuje się jednak, że i tym razem trop biegnie donikąd i Mabon nie zdobywa żadnych konkretnych wieści.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.