Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 101 - Desant morskich diabłów


Feste
kuglarz
4 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Przygotowania do wyjazdu z Sotham dotyczą tym razem również Simeona i Mabon. Przeszkoleni, młodzi lekarze (w tym Makili) mają ruszyć do służby jako medycy polowi. Lazaretem w mieście, chorymi i dalszym szkoleniem zająć się ma kapłan KOP i medyk, Ralphie. W dwa dni po wielkim pakowaniu wszyscy docieją do Fortu Arles, obozu polowego wojsk dowodzonych przez Lorda Montcorta.

MG – Opisz sobie jak chcesz wasz fort
Montcort – no wiec na płaszkowyżu mury wysokie, kamienne, wieże…
MG – ale w rzeczywistości…
Montcort – ej, powiedziałeś: “opisz jak chcesz”

Słonie wzbudzają sensacje, powstaje zadaszona zagroda dla tych zwierząt, a w tym czasie Simeon wraz z medykami szkoli kolejnych ludzi w pierwszej pomocy i razem z Montcortem decydują o przydziałach.

Szybka wyprawa do Caer Deray ma na celu pochwalenie się nowymi nabytkami, ale co ważniejsze, służy planowaniu strategicznego rozmieszczenia wojsk w polu. Uradowana Alient wita się wylewnie z Mabone i decyduje, że chce pojechać ze starszą przyjaciółką do obozu wojskowego. Montcort bardzo się wzdraga, wymawia się epidemią czerwonki w obozie, w końcu jednak zgadza się na jej obecność.

Po dwóch dniach cała grupa znów jest w Fort Arles, gdzie dotarły właśnie informacje o grupie Morskich Diabłów. Szybko zebrana grupa bojowa, składająca się z blisko sześćdziesięciu wojowników rusza w kierunku miejsca, gdzie dostrzeżono wroga. Alient przekonuje drużynę, że bezpieczniejsza będzie z nimi niż w obozie i ubrana niczym nomadzka wojowniczka dzielnie towarzyszy reszcie.

Po długim marszu znajdują miejsce spotkania ludzi z ryboludźmi. Kilka martwych ciał i ślady ciągnące od wschodniego wybrzeża ku północy. Śladów ryboludzi jest niewiele, jednak Montcort zakazuje ich ścigać, wie że na północy drogę zastąpią im Lwy Rocranon, oddział samego Wanryka Śmiałego. Sokolnik jest bardziej ciekawy miejsca skąd przybyły potwory.

Rozważamy nad tym, jaki szyk powinien mieć oddział piechoty w podróży i kto z drużyny w jaki sposób będzie podróżował. Może konno? Ale skąd wziąć wystarczająca liczbę koni? Montcort przypomina sobie, że przecież drużyna zdobyła właśnie dwa słonie (ku utrapieniu MG):
- A może pojedziemy słonno?

Oddział nocuje w bezpiecznym miejscu pośród wzgórz, wystawiając warty. następny dzień wstaje słoneczny, ale dobry nastrój szybko psuje miejsce kolejnej potyczki. Obozowisko kupców zostało splądrowane i tylko martwy koń juczni i ciała trójki ludzi świadczą o tragedii jaka odbyła się tutaj ostatniej nocy. Ślady liczniejszego oddziału potworów dołączają do tego, który podróżował wczoraj na północ. Tylko sześciu ryboludzi puszcza się w pościg na południe, za osobami, które uciekły z jatki.

Nuadu po zbadaniu wszystkich śladów wnioskuje, że zaskoczonymi w nocy ludźmi byli łowcy koni. Simeon koniecznie chce popędzić na pomoc tym, którzy uciekli na południe, boi się o ich los, jednak Montcort i Nuadu oponują i utrzymują marszrutę na wschód.

Na wybrzeżu bohaterowie obserwują wyjście z morza horb morskich diabłów. Obozy rozłożone na wygodnych plażach liczą już kilka setek tych stworów. Pośród nich budzące przerażenie stworzenia o wysokości bram miejsckich, niczym same odwłoki pozbawione głów popędzane przez ryboludzi harpunami przemieszczają się powoli.

Montcort zarządza odwrót głównych sił do Fort Arles. Sześciu zwiadowców z Nuadu zostają na wzgórzach obserwując desant, kolejnych sześciu wysłanych zostaje na północ, aby ostrzec Lwy Rocranon. Montcort z towarzyszami pędzi zaś na złamanie karku w kierunku Caer Deray.

Jeden z graczy, Żuk (grający Nuadu) staje po stronie MG w sporze. Fox oburza się:
– Żuku, zraniłeś mnie… pomyliłeś sojusze!
– PDki nie mają przyjaciół! – odpowiada z pokerową miną Żuk.

Długa narada w komnatach kasztelana nie pozostawia złudzeń. Oto zaczęła się wojna na pełną skalę. Montcort uczula o decydującym znaczeniu dodatkowego zwiadu, wkrótce z planami rusza ku swoim wojskom. Wymarsz z Fortu Arles o samym świcie nie nastrajał nikogo pozytywnie, żołnierze tęsknie spoglądali za porzuconymi namiotami stojącymi za bezpieczną palisadą.

Kiedy w końcu oddziały docierają do linii wzgórz oddzielających wybrzeże od głębi lądu, dostrzegają, że ktoś ich wyprzedził. Kilka kilometrów przed nimi, maszerują dziarsko oddziały Promienia Porządku, ludzie Lorda Guiosy.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.