Skrzydła Rocranon

Kilka dni w Kompanii Montcorta - odc. 4

Jak hartowała się stal

Kawalerię w dupie miałem,
bo do Kompanii się zapisałem!

Leśną dróżką przebiegły dwie dziesiątki rekrutów, rycząc w rytm kroków prosta piosenkę intonowaną przez jednego z dziesiętników. Spod ciężkich buciorów tryskała darń, a utytłani niemożebnie rekruci dymali z pełnym obciążeniem do punktu ześrodkowania 10 kilometrów dalej. W kolczugach, brygantynach, z żelaznymi hełmami na głowach, z mieczem, przydziałowym nożem lub sztyletem i uwaleni błotem od stóp do głów wyglądali jak prawdziwi weterani, do których było im jeszcze daleko.
W tym czasie specgrupa Nuadu czekała pod brunatno-zielonymi płachtami maskującymi. Zamaskowani gałęziami, byli niemal nie do wypatrzenia na swoich pozycjach strzeleckich. Z oddali usłyszeli śpiew nadciągających żołnierzy. Nuadu kucnął, rozejrzał się, wystawił zaciśniętą dłoń z kciukiem w dół. Sekcja z ciężką kuszą naciągnęła kołowrotem cięciwę i nałożyła ćwiczebny bełt zakończony woreczkiem z piaskiem miast stalowego bełtu. Dwójka osłony przygotowała łuki i krótkie miecze. Ostatni, dywersant, sprawdził naciąg liny. Śpiew narastał, wreszcie można było dostrzec Tyvaite – dowódcę Dziesiątki Zielonej, który prowadził swoich żołnierzy. Dywersant pociągnął za sznur, z głośnym trzaskiem zerwał się mechanizm zwalniający i przed biegnącymi rozbiły się dwa dzbany z wodą. Nim ktokolwiek zareagował kusznik posłał pocisk prosto w dziesiętnika. Tyvaite dostał prosto w podbrzusze, zakwilił, rzucił „kurwąmacią” i zwinął się z bólu na ścieżce. Jego żołnierze, z pewnym opóźnieniem, ale całkiem sprawnie rozsypali się po okolicznych zaroślach i przygotowali do walki.
Kilka minut później policzono straty. Po stronie „specgrupy” padła sekcja snajperska, zasypana strzałami przez żołnierzy Dziesiątki Niebieskiej. Po stronie zaatakowanych było dwu zabitych (zastrzelony dziesiętnik i jeden z żołnierzy „spalony” oliwą z rozbitych dzbanów) i trzech ciężko rannych.
- Kurwa wasza wsiurska jebana mać! – rzucił sierżant Lambout a potem szpetnie zaklął – Gdzie, pytam, była czujka bando niedorobionych gamoni?! Safer!
Młody żołnierz próbował coś tłumaczyć, ale zamilkł speszony pod ciężkim spojrzeniem sierżanta.
- Dupa z ciebie nie żołnierz. Po ćwiczeniach trafiasz do Różowej.
Safer spuścił zawstydzony głowę. Dziesiątka Różowa. W skrócie Cioty. Rzadko kiedy liczyła dziesięciu żołnierzy. Czasem było ich trzech, czasem piętnastu, jak wtedy, gdy pozorowany szturm na wzgórze zakończył się gigantycznymi stratami. Najgorsza kara w Kompanii, służyć z różową szmata na łbie. Można było czołgać się w pyle, łykać łzy i krew, można było dostać w pysk od sierżanta, ale być Ciotą?
3 kilometry dalej setnik Nuadu z wrodzonym sobie wdziękiem omawiał przeprowadzenie i skutki zasadzki, w wyniku której zginęło 40 % specgrupy. Naprawdę są gorsze rzeczy niż służba w Różowej.

Comments

Wo… panie … buty mieli… za moich czasów to się cały rok boso biegało.

Smartfox

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.